- Jak tam? - Spytała Tara. Wyglądała atrakcyjnie i milutko w turkusowym swetrze. Tara jest .
Damien westchnął przeciągle.. Jakby wpadł w tarapaty. Podszedł do futonu, który służył im za kanapę, zepchnął na podłogę. – Jasne, będzie świetnie.. - Kazał ją przyprowadzić, a nie poturbować — powie¬dział.. Spojrzałam karcąco na niego.. Wyszliśmy z pustego mieszkania i zjechaliśmy windą do garażu.. Długo dzwonił. Och nie, nie, proszę… dziesięć… jedenaście… dwanaście…. Przez twarz Sergia przemknął strach. Gdyby było to możliwe, to zbladłby jeszcze.